Artykuły, payroll consulting, prawo, rynek pracy, wynagrodzenie, 01.04.2025
Ozusowanie umowy o dzieło – czy warto?
8 min.

Umowy o dzieło od lat są popularnym rozwiązaniem zarówno wśród przedsiębiorców, jak i osób wykonujących prace twórcze, techniczne czy rzemieślnicze. Ich największą zaletą jest brak składek na ZUS, co pozwala zleceniobiorcom na wyższe wynagrodzenie netto, a firmom na niższe koszty zatrudnienia. Planowane ozusowanie umowy o dzieło może jednak zmienić ten stan rzeczy. Czy to dobry pomysł? Jakie skutki przyniesie oskładkowanie umów o dzieło?
Czym jest ozusowanie umowy o dzieło i jakie są obecne przepisy?
Ozusowanie umowy o dzieło oznacza nałożenie na ten rodzaj umów obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne oraz zdrowotne. Obecnie umowy o dzieło w większości przypadków nie podlegają oskładkowaniu, co oznacza, że wykonawca nie musi płacić składek emerytalnych, rentowych, chorobowych czy zdrowotnych. Istnieją jednak wyjątki, które już teraz podlegają ZUS, a są to sytuacje, gdy:
- umowa o dzieło została zawarta z własnym pracownikiem, czyli osobą, która jest już zatrudniona u danego pracodawcy na umowę o pracę,
- ZUS uzna, że charakter pracy podlega umowie starannego działania, a nie rezultatu, czyli w rzeczywistości jest to umowa zlecenie.
Ten drugi punkt budzi kontrowersje, ponieważ ZUS od lat kwestionuje niektóre umowy o dzieło, jeśli uzna, że mają one charakter powtarzalny i nie są w pełni unikalnym rezultatem pracy. Przykładem mogą być usługi budowlane, montażowe czy powtarzalne prace rzemieślnicze, które w niektórych przypadkach ZUS klasyfikuje jako umowy zlecenie i nakłada na nie składki ubezpieczeniowe.
W ramach Krajowego Planu Odbudowy rząd zapowiedział zmiany w tym zakresie i objęcie umów o dzieło pełnym oskładkowaniem, co oznaczałoby, że każda taka umowa – niezależnie od jej charakteru – wiązałaby się z koniecznością odprowadzania składek ZUS. Takie rozwiązanie wciąż jest jednak przedmiotem debaty.
Dlaczego rząd chce oskładkować umowy o dzieło?
Głównym argumentem za ozusowaniem umowy o dzieło jest dążenie do ograniczenia tzw. śmieciowego zatrudnienia oraz zapewnienia większego bezpieczeństwa socjalnego dla osób pracujących w oparciu o ten rodzaj umowy. Zdaniem ustawodawców, wiele firm nadużywa umów o dzieło, zastępując nimi inne formy zatrudnienia, zwłaszcza umowy o pracę i zlecenia, które wiążą się z większymi obowiązkami względem ZUS.
Rząd argumentuje, że oskładkowanie umów o dzieło pozwoli na:
- zwiększenie wpływów do systemu ubezpieczeń społecznych, który zmaga się z problemem rosnącego deficytu,
- zapewnienie pracownikom zabezpieczenia emerytalnego i dostępu do świadczeń zdrowotnych,
- wyeliminowanie przypadków obchodzenia przepisów prawa pracy przez przedsiębiorców.
Z drugiej strony, krytycy tej zmiany zwracają uwagę, że nie każda umowa o dzieło jest nadużyciem. W wielu branżach, zwłaszcza wśród freelancerów i twórców, umowa o dzieło jest standardową formą rozliczenia za wykonane projekty. Wprowadzenie obowiązku opłacania składek może sprawić, że taka forma współpracy przestanie być opłacalna.
Jakie konsekwencje przyniesie ozusowanie umowy o dzieło?
Plany dotyczące ozusowania umowy o dzieło budzą wiele emocji, zarówno wśród przedsiębiorców, jak i osób wykonujących pracę na podstawie takich umów. Zwolennicy zmian podkreślają, że zapewnią one większe bezpieczeństwo socjalne i wyeliminują przypadki obchodzenia prawa pracy, natomiast przeciwnicy obawiają się wzrostu kosztów zatrudnienia oraz ograniczenia elastyczności rynku.
Niezależnie od stanowiska, warto przyjrzeć się, jakie skutki może przynieść oskładkowanie umów o dzieło – zarówno dla firm, jak i dla samych wykonawców.
Niższe wynagrodzenia dla wykonawców
Najbardziej odczuwalnym skutkiem oskładkowania umów o dzieło będzie obniżenie wynagrodzenia netto osób, które wykonują pracę na podstawie takich umów. Składki na ubezpieczenia społeczne oraz zdrowotne zmniejszą kwotę wypłacaną „na rękę” o nawet 30-40%. Oznacza to, że wykonawcy będą musieli, albo negocjować wyższe stawki brutto.
Wyższe koszty dla przedsiębiorców
Firmy, które dotąd korzystały z umów o dzieło jako tańszej formy zatrudnienia, będą musiały ponosić dodatkowe koszty związane z opłacaniem składek na ZUS. Może to prowadzić do ograniczenia liczby zawieranych umów, a w skrajnych przypadkach – do rezygnacji z niektórych projektów ze względu na rosnące koszty pracy.
Wzrost szarej strefy
Oskładkowanie umów o dzieło może sprawić, że część osób i firm zdecyduje się na nieformalne formy współpracy, rozliczenia „pod stołem” lub przechodzenie na samozatrudnienie, aby uniknąć kosztów związanych z ZUS. W praktyce oznaczałoby to odwrotny skutek do zamierzonego – zamiast legalizacji rynku, część transakcji może zejść do szarej strefy.
Ograniczenie elastyczności dla freelancerów
Dla wielu osób umowa o dzieło jest wygodną formą współpracy, pozwalającą na elastyczne ustalanie warunków pracy, terminów i wynagrodzeń. Oskładkowanie tych umów może sprawić, że freelancerzy stracą jedną z kluczowych możliwości współpracy z firmami. Dotyczy to zwłaszcza branż kreatywnych, takich jak copywriting, grafika, programowanie, tłumaczenia czy projektowanie.
Czy ozusowanie umowy o dzieło jest konieczne?
Choć celem zmian jest zwiększenie zabezpieczenia socjalnego pracowników, wprowadzenie pełnego oskładkowania umów o dzieło może przynieść więcej negatywnych skutków niż korzyści. Z jednej strony, argumenty dotyczące przyszłych emerytur i zabezpieczeń socjalnych są uzasadnione, ale z drugiej strony, wiele osób korzysta z umowy o dzieło świadomie, ceniąc sobie większą elastyczność i wyższe wynagrodzenie netto.
Rozwiązaniem kompromisowym mogłoby być np.:
- dobrowolne składki na ZUS – wykonawca sam decydowałby, czy chce podlegać ubezpieczeniom społecznym,
- ozusowanie umów powyżej określonego progu dochodowego, co ograniczyłoby ryzyko nadużyć, ale nie uderzało w drobnych freelancerów,
- lepsze egzekwowanie obecnych przepisów zamiast wprowadzania całkowitego oskładkowania.
Ostatecznie decyzja o ozusowaniu umowy o dzieło powinna uwzględniać zarówno potrzeby rynku pracy, jak i interesy przedsiębiorców oraz osób pracujących na podstawie takich umów. Wprowadzenie zmian bez dokładnej analizy skutków może doprowadzić do negatywnych konsekwencji dla gospodarki i zatrudnienia.
Rząd rezygnuje z pełnego ozusowania umów o dzieło
Pomimo wcześniejszych zapowiedzi, rząd zdecydował się nie wprowadzać pełnego oskładkowania umów o dzieło i umów zlecenia. Podczas posiedzenia Rady Ministrów zapadła decyzja, że zmiany te nie są konieczne, ponieważ większość osób zatrudnionych na takich umowach ma już ubezpieczenie społeczne z innych źródeł. Rezygnacja z ozusowania oznacza, że firmy oraz freelancerzy nie będą musieli ponosić dodatkowych kosztów wynikających ze składek ZUS, co pozwoli im zachować dotychczasową elastyczność współpracy.
Ta decyzja wpłynie również na realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO), który przewidywał oskładkowanie umów cywilnoprawnych jako jeden z tzw. kamieni milowych. Aby Polska mogła otrzymać fundusze unijne, rząd będzie musiał negocjować z Komisją Europejską zmianę zapisów w KPO. W zamian za pełne ozusowanie rząd zaproponuje Brukseli inne rozwiązania, takie jak wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy oraz wliczanie umów zlecenia do stażu pracy.
Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poinformowała, że Rada Ministrów dała zielone światło dla drugiej rewizji KPO. Propozycje zmian zostaną przedstawione Komisji Europejskiej w najbliższych dniach, a to będzie początkiem negocjacji w sprawie nowego podejścia do ochrony osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych.
Rezygnacja z oskładkowania umów o dzieło to istotna wiadomość dla przedsiębiorców, freelancerów i całego rynku pracy. Oznacza to, że na razie nie dojdzie do zmian, które mogłyby skutkować wzrostem kosztów zatrudnienia i obniżeniem wynagrodzeń netto wykonawców. Jednocześnie rząd zapowiada działania kontrolne i wzmocnienie inspekcji pracy. Bez wątpienia może to wpłynąć na sposób klasyfikowania umów i ich zgodność z obowiązującym prawem.